7.2 C
Nisko
sobota, 2 marca, 2024

ZAPOMNIANY PISARZ JERZY ZBIGNIEW OSTROWSKI

Udostępnij

Jerzy Zbigniew Ostrowski dziś jest zapomnianym pisarzem. Nawet literackie słowniki biograficzne pomijają jego osobę, a jeśli już, to zazwyczaj ograniczają się do krótkiej wzmianki. Warto więc przypomnieć tę postać. Jego książka „Widły Wisły i Sanu” wydana w 1938 roku jest do tej pory jedną z najciekawszych i najbardziej wartościowych publikacji na temat Centralnego Okręgu Przemysłowego.  

Nie oznacza to jednak, że Jerzy Zbigniew Ostrowski był niegdyś postacią anonimową. Jego zasługi doceniano w okresie międzywojennym. Stanisław Witold Balicki, publicysta opisujący związki literackie z Sandomierzem – planowaną stolicą COP-u (Kuryer Literacko-Naukowy nr 18 z 2 maja 1938 r., str. 277),  tak wspomina tę postać:

Najbogaciej jednak, najindywidualniej i najpiękniej, po Stefanie Żeromskim („Popioły”, „Elegie”) wprowadził Sandomierskie do literatury współczesnej Jarosław Iwaszkiewicz, polskiemu „Hamletowi”, Henrykowi ks. Sandomierskiemu, poświęcając nadzwyczaj oryginalną powieść historyczną „Czerwone tarcze”, urokowi sandomierskiego grodu „Pejzaże sentymentalne”, zaś miastu współczesnemu i jego potrzebom głośne w swoim czasie „Listy z Sandomierza”. Nie dorównały im dotąd głębią ujęcia tematu i artyzmem formy żadne z późniejszych korespondencji i reportaże z Centralnego Okręgu Przemysłowego, pisane przez przygodnych najczęściej turystów, nawet książka Melchiora Wańkowicza „C.O.P.”, poza uczuciem gorącego uznania dla inicjatywy i pracy rządu polskiego, nie wywierająca silniejszego wrażenia. Jest zbyt powierzchowna i „urzędowa”. Natomiast świeżo wydany zbiór reportaży powieściopisarza i dramaturga Jerzego Ostrowskiego, który w ostatnich latach wielokrotnie przemierzył cały „trójkąt bezpieczeństwa”, od Rzeszowa po Sandomierz, wszerz, i wzdłuż, konferował z przedstawicielami władz i zaglądał do biedoty pod strzechy, uznać trzeba nie tylko za najwartościowszą obok „Listów” Iwaszkiewicza publikację o „sercu Polski”, ale i za najwybitniejszą polską książkę ostatnich miesięcy, książkę obrazującą naszą współczesną rzeczywistość bez zakłamania, czy retuszów, lecz z gorącą troską o prawdę. Odkrycie i poznanie prawdy umożliwi zrozumienie bez wątpienia gigantycznej, ale i wykonalnej pracy, podjętej w tzw. „Polsce C”, ułatwi konsolidację społeczeństwa i jego współpracę z rządem, który musi być wyrazem woli narodu.

Strona tytułowa książki „Widły Wisły i Sanu” Jerzego Ostrowskiego. Źródło: Miejska Biblioteka Publiczna w Radomiu.

Książka Jerzego Ostrowskiego „Widły Wisły i Sanu”- to doniosły czyn społeczny, zwracający uwagę, że rozwiązanie zagadnienia potrzeb żywego człowieka zamieszkującego tamtejsze ziemie, jest równie ważne, a trudniejsze, jak tworzenie przemysłowego ośrodka. Zdaje mi się – pisze Ostrowski że można by wymienić poglądy na ten temat nie naruszając interesu publicznego. Wydaje mi się, że bezkrytyczny entuzjazm może nawet przynieść szkodę, gdy przyjdą rozczarowania. I wydaje mi się, że rolą pisarza jest ostrzegać i przewidywać. Jeśli zaś idzie o wsie tutejsze, ubogie a uświadomione wsie małopolskie, to interes ich winien być poważnie rozważony i uwzględniony. Choćby dlatego, aby ludność okolic, gdzie tak poważny przemysł powstaje – była przywiązana do państwa. Obecnie źle się dzieje na wsi tutejszej… Gdy niedawno nawiązaliśmy stosunki dyplomatyczne z Litwą (30 marca 1938 r. – przyp. red.), ogół społeczeństwa dowiedział się o zerwanych szynach kolejowych, nieistniejących drogach i zniszczonych mostach między obu państwami. Dla wielu było to dużej miary sensacją. A tymczasem taki sam stan rzeczy znajdujemy w centrum Polski; po dwudziestu latach niepodległości – pozostałość zaborców, odrywająca sąsiednie powiaty od siebie i zapładniająca wzajemną nieufność i nawet nienawiść. Polityka i gospodarka drogowo-komunikacyjna fatalna. Zwłaszcza na granicy dawnych zaborów dzieją się horrenda. Co tu gadać o zjednoczeniu, zgojonych bliznach i żywem ciele, kiedy między tak zwaną Galicją i tak zwanym Królestwem urywa się szosa na dwadzieścia parę kilometrów. I to nie w jednym miejscu: między Rozwadowem a Kraśnikiem, Niskiem a Janowem i Biłgorajem a Tarnogórą czy Sieniawąstwierdza Ostrowski, dodając zaraz, że trójkąt ziem, ujęty ramionami Wisły i Sanu, wielki trójkąt, mający około 80 km podstawy i około 100 km wysokości, kraj pomiędzy gęsto zaludnioną Małopolską środkową, przemysłową Kielecczyzną i bogatą w dobrą ziemię Lubelszczyzną, pozbawiony jest zupełnie także komunikacji kolejowej. 

 

Ostrzegał i przewidywał

Zacytowany powyżej fragment artykułu Stanisława Witolda Balickiego tylko w części ukazuje z jak wielkim zaangażowaniem Jerzy Ostrowski pracował na rzecz naszego regionu. Pisarz w swojej książce „Widły Wisły i Sanu” (Nakł. Tow. Wyd. „Rój” W-wa, 1938 r.) dokładnie pokazał ówczesne, bardzo złe stosunki społeczne na tym terenie, przerażającą biedę, brak oświaty i opieki medycznej, i wiele innych problemów nurtujących ten region. Apelował do władz o większą troskę, ale też potwierdzał, że budowa Centralnego Okręgu Przemysłowego będzie dobrym, choć nie jedynym sposobem na rozwiązanie tych problemów. Nawoływał o unowocześnienie rolnictwa, rozwój spółdzielni mleczarskich, powszechne szkolenie ludności wiejskiej. Ostrzegał i przewidywał:

Wieś jest stale niedożywiona i nie umiera wprawdzie, ale marnieje z roku na rok. Potwierdzają to lekarze i statystyka, która wspomina cyfrę 138 tys. ludzi w powiecie (rzeszowskim – przyp. red.) odżywiających się niedostatecznie. Jerzy Ostrowski widział też konieczność rozwoju tutejszego rzemiosła, wtedy zaprzepaszczonego, ale niegdyś dobrego, z wielkimi tradycjami: Zarówno w przyrodzonych warunkach dzielnicy, zasobie surowców, jak też i w zdolnościach mieszkańców tkwią silne podstawy do rozwoju tej dziedziny narodowego bogactwa. Wchłanianie nadmiaru rąk roboczych ze wsi przez miasto łatwiej, zdaje się, będzie zorganizować przy pomocy rzemiosła niż przemysłu. A rozwój C.O.P. tylko umożliwi, jeśli sfery kierownicze tak go także nastawią, ponowny rozkwit drobnego rzemiosła polskiego – przekonywał zapomniany reportażysta i działacz oświatowy.

 

Kim był, skąd pochodził

Jerzy Zbigniew Ostrowski urodził się 9 stycznia 1897 roku w Chodlu, niewielkim miasteczku, obecnie w powiat Opole Lubelskie. Był synem Stanisława, urzędnika pochodzącego ze zubożałej rodziny szlacheckiej i Zofii z d. Stokowska. Naukę rozpoczął w szkole ludowej w Chodlu, a następnie uczęszczał w Lublinie do prywatnego gimnazjum męskiego, zwanego „Szkołą Lubelską”. W tym czasie, jako gimnazjalista, był zastępowym w tajnej drużynie skautowej; należał również do Związku Młodzieży Polskiej „Zet”. Maturę zdał w 1914 roku. Po wybuchu I wojny światowej powołany został do armii rosyjskiej, walczył na różnych frontach. W lipcu 1917 roku został ranny i leczył się dłuższy czas w szpitalach. W 1918 roku wrócił do kraju i wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej; brał udział w rozbrajaniu wojsk austriackich. Po utworzeniu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego podjął studia na Wydziale Prawa i Nauk Społecznych, ale przy końcu 1919 roku przeniósł się na Uniwersytet Poznański. Tam studiował nauki ekonomiczno-społeczne. Zaangażował się też w działalność studencką, był wiceprezesem Związku Młodzieży Niepodległościowej. Studia ukończył w 1921 roku i rozpoczął pracę, na krótko, jako sekretarz w poznańskim „Przeglądzie Porannym”.

Pierwszy mąż sławnej poetki i pisarki

W tym samym roku ożenił się pisarką Ewą Szelburg (ur. 10 IV 1899 w Bronowicach k. Puław, zm. 29 IX 1986 w Warszawie),  którą poznał wcześniej, jeszcze w Lublinie.

 – Od tego czasu Ewa była tam, gdzie Jerzy. Jej mąż rozpoczął studia na Uniwersytecie Poznańskim; to tłumaczy miejsce wydań pierwszych książek Ewy oraz jej fascynacje ekspresjonistyczne. Poznań to przecież kolebka polskiego ekspresjonizmu. Pracowali razem przez cały okres trwania małżeństwa w Seminarium Pedagogicznym w Mławie, potem w Wymyślnie w powiecie płockim – opowiada Stefania Pielecka w wywiadzie udzielonym Annie Marchewce do „Głosu Nałęczowa”. – Wtedy stosunki między moją rodziną a ciotką ochłodły. Mój ojciec był człowiekiem zasadniczym, nie uznawał rozwodów. Kto wtedy słyszał rozwodach? Poza tym Ostrowski był przecież moim ojcem chrzestnym.

Jak pisze Anna Marchewka we wspomnianym „Głosie Nałęczowa”, Jerzy Ostrowski pełnił funkcję dyrektora szkoły w Wymyślnie. Wtedy też zatrudnił Józefa Zarembę, rocznik 1901, na stanowisku polonisty. Któregoś dnia, w 1925 r., zdarzył się tam tragiczny incydent. Ostrowski nie chciał dopuścić do promowania jednego z uczniów, który – jego zdaniem – nie przyswoił sobie obowiązującego materiału. Uczeń okazał się wyjątkowo słaby nerwowo. Wtargnął do gabinetu dyrektora i strzelił do siedzącego tyłem człowieka. Jak się później okazało był nim nie dyrektor Jerzy Ostrowski, ale Józef Zaremba. Wersji tego wydarzenia jest kilka, m.in. taka, że Zaremba zasłonił sobą Ostrowskiego, a także, że … Ostrowski i Zaremba strzelali się o Ewę. Rannym Zarembą zajęła się żona dyrektora. Opiekowała się nim skutecznie, tak skutecznie, że kiedy poszkodowany polonista powrócił do zdrowia, okazało się, że on i żona dyrektora nie mogą już bez siebie żyć.

Ostrowskiemu zawalił się świat, natomiast jego żona nie widziała innego wyjścia, nie widziała nic i nikogo poza Józefem Zarembą. Ponieważ katolicki kościół nie daje rozwodów, wzięli ślub w obrządku ewangelicko-augsburskim. Potem po wojnie, po śmierci Jerzego, długo starali się o uznanie ich małżeństwa w macierzystym kościele. No bo Ostrowski był miłym człowiekiem, dobrym, uczciwym, ale ten Zaremba był naprawdę przystojny, naprawdę – wyznaje Stefania Pielecka. – Ciotka (Ewa Szelburg-Zarembina – przyp. red.) przy nim rozkwitła, wypiękniała. Zaczęła o siebie dbać. Jeszcze długo była jedną z pierwszych dam w Warszawie.

Po rozwodzie z Ewą z d. Szelburg, który przeprowadzono w 1926 roku, Jerzy Ostrowski jeszcze przez jakiś czas pracował w Państwowym Seminarium Męskim w Wymyślnie. Na początku 1927 r. wysłany został przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego do Brazylii, gdzie przez półtora roku był naczelnym instruktorem oświatowym w środowiskach polskich. Po powrocie do kraju był w latach 1928-30 dyrektorem gimnazjum w Równem, a następnie przez dwa lata wizytatorem szkół w kuratorium wileńskim. W 1933 r. mianowany został dyrektorem Państwowego Gimnazjum w Rzeszowie i zarządzał nim do końca 1938 roku, wykładając jednocześnie język polski, historię, geografię i propedeutykę filozofii.

 Jerzy Zbigniew Ostrowski z żoną Ewą z d. Szelburg. Źródło: archiwum rodzinne Stefanii Pileckiej.

Znów mąż Ewy, ale językoznawcy i naukowca

W 1934 roku, w Rzeszowie, Jerzy Ostrowski ożenił się ponownie, tym razem z początkującą nauczycielką gimnazjum żeńskiego, polonistką Ewą Mrozówną. Na początku 1939 r. wyjechał do Kanady celem zebrania materiałów o życiu tamtejszej Polonii. Z końcem lipca tego roku wrócił do kraju. Zaraz na początku okupacji niemieckiej, w październiku 1939 roku, został w Rzeszowie aresztowany przez gestapo. Po usilnych staraniach rodziny, a może i dzięki dużej łapówce, został po trzech tygodniach zwolniony z aresztu. Natychmiast wyjechał do krewnych w Nowym Sączu i stamtąd usiłował przedostać się na Węgry. Przy przekraczaniu granicy w pobliżu Muszyny został wydany Niemcom przez rzekomego przewodnika. Trafił do niemieckiego więzienia w Nowym Sączu, gdzie przebywał do marca 1940 r., a następnie w przeniesiony do Wiśnicza. Stamtąd, 20 czerwca 1940 r., w drugim transporcie polskich więźniów trafił do obozu koncentracyjnego Auschwitz. Otrzymał numer obozowy 915. Tutaj spotkał się ze swoimi wychowankami z rzeszowskiego gimnazjum. Dzięki temu, że pracował w magazynie żywnościowym, starał się, na ile mógł, pomagać im przeżyć to miejsce kaźni. Dla współwięźniów był autorytetem moralnym. W 1942 roku Jerzy Ostrowski został przeniesiony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Mauthausen-Gusen. Trafił tam do morderczej pracy w kamieniołomach. Ciężkie warunki i choroba spowodowały śmierć, Jerzy Zbigniew Ostrowski zmarł 27 listopada 1942 roku. Żona, Ewa Ostrowska z d. Mróz (ur. 5 V 1907 w Kolbuszowej, zm. 11 XI 1977 w Krakowie), przeżyła okupację. Po wojnie, w 1948 roku została pracownikiem naukowym Uniwersytetu Jagiellońskiego, w 1954 r. obroniła stopień docenta, od 1966 profesor, kierownik Zakładu Gramatyki Diachronicznej Języka Polskiego, członek zespołu PAU i PAN. Autorka wielu prac naukowych z zakresu językoznawstwa.   

Jerzy Ostrowski, zdjęcie obozowe. Źródło: Miejsce pamięci o zmarłych w obozie koncentracyjnym Mauthausen –

https://raumdernamen.mauthausen-memorial.org/index.php?id=4&p=45849&fbclid=IwAR0GwAlCwM_XdUwn7pxO3Kn-Prn1LgMu3H0ehFcye9NlKtKeuuSVOaMs9tc

Jerzy Ostrowski – pisarz i teoretyk wychowania

Pierwsze artykuły drukował w 1920 roku w poznańskiej „Sprawie Polskiej”, natomiast jego debiutem literackim były opowiadania publikowane w odcinkach w 1922 roku w „Gazecie Administracji i Policji Państwowej”. Był również autorem kilku książek dotyczących wychowania i nauczania młodzieży w szkołach (m.in. Żywa szkoła – 1927 r.). W publikacjach tych występował jako rzecznik propaństwowego ideału wychowawczego, traktując państwo jako wartość nadrzędną. Napisał też kilka książek dla młodzieży (m.in. Sobieradek – 1922 r., Polscy konkwistadorzy  – 1934 r.) oraz opowiadań, powieści i książek popularyzujących tematykę brazylijską (Ziemia Świętego Krzyża – 1925 r., Cathangara król Botokudów – 1929 r., Kobuz – 1931 r.). W swoim dorobku pisarskim posiadał też kilka powieści, m.in. Chorągiew na dachu (1925), Sztandar na maszcie (1925). Najbardziej cenioną przez recenzentów była powieść Obok życia wyd. w 1924 r. Jerzy Ostrowski w ostatnich latach swego życia oddał się też twórczości dramatycznej i reportażowi. Na konkursie dramatycznym Polskiej Akademii Literatury w 1935 roku został nagrodzony za dramat Bogoburcy, do którego materiału dostarczyły mu obserwacje sekciarstwa religijnego w Brazylii, na Wołyniu i w Rosji. Napisał też kilka słuchowisk radiowych, m.in. Dzieło jedności i zgody – o unii lubelskiej. Natomiast najbardziej znanym zbiorem jego reportaży były napisane w 1938 roku „Widły Wisły i Sanu”, o których wspomniano powyżej.

Janusz Ogiński

1,161FaniLubię
364ObserwującyObserwuj
48SubskrybującySubskrybuj

Polecane

ADAM GAJDEK „MAŁOLETNIAK” Z „ŁĄCZKI”

Adam Gajdek urodził się 7 kwietnia 1915 r. w...

ANTONI WOJCIECHOWSKI – NIŻAŃSKA LEGENDA

Starsi mieszkańcy Niska z rozrzewnieniem wspominają swoje miasto z...

CMENTARZ RACŁAWICKI

Cmentarz racławicki to jedna z najstarszych nekropolii w okolicy....

JAN OLECHOWSKI OBROŃCA LWOWA

Spośród osób związanych z Niskiem, biorących udział w obronie...

TEOFIL PIŁAT – PIERWSZY BURMISTRZ NISKA

Teofil Piłat urodził się w 1877 r. w Racławicach...

Archiwalne posty

Ułatwienia dostępu